Jan Mucha nie jest faworytem w rywalizacji z amerykańskim bramkarzem Evertonu Timem Howardem - czytamy w "Przeglądzie Sportowym".
Kontrakt, radość, ale i duże wyzwanie, czyli rywalizacja z Timem Howardem o miejsce w bramce Evertonu. Przed Janem Muchą naprawdę ciężkie zadanie. Posadzić Amerykanina na ławce rezerwowych będzie mu bardzo trudno.
Czy sts zakłady bukmacherskie, wystawią lepsze kursy na Everton, dzięku Jankowi? Albo może gorsze? Tego nikt nie wie...
- Howard ma bardzo mocną pozycję, a więc przed Muchą trudne zadanie. Powiedzieć, że jest kluczowym zawodnikiem Evertonu, to zdecydowanie za mało - ocenia Greg O'Keefe, dziennikarz „Liverpool Echo", piszący o The Toffes.
- Jasiu podjął bardzo dobrą decyzję. Niezależnie od tego z jakim klubem podpisał kontrakt, bo to na razie nie zostało ujawnione, spokojnie da sobie radę i nawiąże rywalizację z każdym bramkarzem - to z kolei opinia Łukasza Fabiańskiego, bramkarza Arsenalu Londyn, którego w Legii zastąpił właśnie Mucha.
W Liverpoolu podpisanie umowy ze Słowakiem przyjęto z zaskoczeniem. - Wydawało się, że Everton nie ma potrzeby sprowadzać pierwszego bramkarza. Zapewne chodzi o to, by wzmocnić rywalizację na tej pozycji. Zastanawiam się jednak, dlaczego pierwszy golkiper reprezentacji Słowacji miałby zgodzić się na siedzenie na ławce rezerwowych. Może jest tak ambitny, że chciałby zmierzyć się z Howardem i wygrać tę rywalizację? Nie mam aż tak dużej wiedzy na temat Muchy, by ocenić jego szanse w tym starciu, ale Howard ma świetną pozycję wyjściową, a przed Słowakiem duże wyzwanie. Po każdej interwencji Howarda kibice krzyczą „USA! USA", jest najbardziej lubianym piłkarzem - dodaje O'Keefe.
Więcej w "Przeglądzie Sportowym"